Przegrałam bitwę. I chuj. Wygram wojnę. Wracam do gry.
25 grudnia 2017
17 grudnia 2017
Death is my friend.
Nienawidzę jej. Naprawdę jej nienawidzę. "głupku ty pierdolony", "popierdolone dziecko", "gówno osiągniesz w życiu"... To boli. To tak cholernie boli. Niech ktoś mnie zabije i to zabierze. Błagam. Ja już nie wytrzymuję. Nie daję sobie psychicznie rady. Dlaczego ona mnie tak nienawidzi? Co ja takiego zrobiłam, by na to zasłużyć? Chcę tylko normalnej, kochającej rodziny. Czy to tak wiele? Czy naprawdę na to nie zasługuję? Czy nie widzą, że się staram? Chcę umrzeć. Proszę.
12 grudnia 2017
22.
S:
kaszka - 238 kcal
banan - 80 kcal
II S:
2 kromki chleba - 125 kcal
30 g dżemu śliwkowego - 76 kcal
O:
Kawałek kit kata - 100 kcal
kopytka - 250 kcal
pierogi - 504 kcal
masło - 53 kcal
K:
zupa z grzankami - 226 kcal
Tost z dżemem - 96 kcal
2 kromki chleba - 125 kcal
30 g dżemu śliwkowego - 76 kcal
O:
Kawałek kit kata - 100 kcal
kopytka - 250 kcal
pierogi - 504 kcal
masło - 53 kcal
K:
zupa z grzankami - 226 kcal
Tost z dżemem - 96 kcal
W sumie: 1748/1800 kcal
Ćwiczenia:
I seria:
100 brzuszków
100 przysiadów
30 min hula-hop
II seria:
50 przysiadów
50 brzuszków
10 min hula-hop
20 pajacyków
8 min biegania
Ćwiczenia:
I seria:
100 brzuszków
100 przysiadów
30 min hula-hop
II seria:
50 przysiadów
50 brzuszków
10 min hula-hop
20 pajacyków
8 min biegania
Zmieniam się bardzo szybko. Stwierdziłam, że dzisiaj mogę pozwolić sobie na coś więcej, ponieważ mam w planach i bieganie, i drugą serię hula-hop. Jak to będzie? Zobaczymy.
Jestem po drugiej serii. Nienawidzę biegać, gdy w parku są jacyś ludzie. Ugh. Chyba przerzucę bieganie na rano. O piątej są nikłe szanse, że ktoś będzie.
Miała być trzecia seria, ale oczy mi się kleją. Zbyt mało snu. Stanowczo zbyt mało snu.
Jestem po drugiej serii. Nienawidzę biegać, gdy w parku są jacyś ludzie. Ugh. Chyba przerzucę bieganie na rano. O piątej są nikłe szanse, że ktoś będzie.
Miała być trzecia seria, ale oczy mi się kleją. Zbyt mało snu. Stanowczo zbyt mało snu.
11 grudnia 2017
21. Rozmowa z samą sobą.
Bilans:
S:
kaszka - 238 kcal
banan - 98 kcal
IIS:
Ciastka - 150 kcal
Obiad:
Barszczyk - 34 kcal
Banan - 114 kcal
2 kromki chleba - 126 kcal
Kolacja:
200 g kopytek - 250 kcal
IIS:
Ciastka - 150 kcal
Obiad:
Barszczyk - 34 kcal
Banan - 114 kcal
2 kromki chleba - 126 kcal
Kolacja:
200 g kopytek - 250 kcal
5 g masła - 26 kcal
W sumie: 1002/1000 kcal
Ćwiczenia:
I seria:
60 przysiadów
100 brzuszków
30 min kręcenia hula-hop
II seria:
50 przysiadów
50 brzuszków
-272 kcal z krokomierza
I seria:
60 przysiadów
100 brzuszków
30 min kręcenia hula-hop
II seria:
50 przysiadów
50 brzuszków
-272 kcal z krokomierza
Przeprowadzam się na inną stancję. Na 99% na taką, w której będę mogła trzymać zwierzęta. I płacić mniej. Jestem tak cholernie szczęśliwa. ♥ Teraz tylko zarobić na whippeta i będzie dobrze.
A jednak nie. Jakiś zbok tam mieszka. ;-; Meeeh.
Czego Ty chcesz od życia, Lisie?
Dobre pytanie. Dzisiaj podjęłam decyzję, która ma zmienić wszystko. Nie powiem, o co chodzi. Jeżeli wytrwam, najpewniej będzie mnie po osiemnastce stać na wynajęcie mieszkania i samodzielne życie. Wkrótce podejmę również pracę. Zamierzam zarobić, by móc ogarnąć wszystko. By nie prosić rodziców o pieniądze na cokolwiek. By móc jeździć konno, tańczyć, kupować książki, chodzi do teatru i do parków rozrywki. By móc sobie kupić glany, śmieszną piżamę czy bluzę.
~~~~~~~~~~~~~~~~
W poniedziałek po szkole mam randkę. Kino, zakupy i obiad. Chyba stanę się najszczęśliwszym człowiekiem na Ziemi.
~~~~~~~~~~~~~~~~
Dlaczego się po prostu nie poddasz?
Jestem wojownikiem. Nie zamierzam złożyć ot tak broni. Będę walczyła o swoje życie. O swą przyszłość. Jedna porażka nie może przekreślić tego wszystkiego, co już osiągnęłam ani tego, co osiągnę. Dam sobie radę. Muszę.
Jakie mam plany?
Co z komentowaniem?
Teraz mało komentuję. Odwiedzam Was, ale z pisaniem jest gorzej. Postaram się to nadrobić, Koty. Obiecuję.
10 grudnia 2017
20. Kiedy padniesz, wstań, unieś wysoko głowe i idź dalej.
Zawaliłam kolejny dzień. Ostatni raz. Pieprzyć niepowodzenia. Lisie, ogarnij się. Czas wrócić do walki. Nie pozowlę sobie na więcej porażek. Nie.
9 grudnia 2017
19.
Ostatni raz. Ale walczę dalej. Świat nie kończy się na porażce. Przegrałam bitwę, ale wygram wojnę.
8 grudnia 2017
18.
Śniadanie:
kaszka - 238 kcal
40 g dżemu - 103 kcal
II śniadanie
2 x grzanka - 125 kcal
Ciasteczka zbożowe - 300 kcal
2 x kostka czekolady - 60 kcal
tost z dżemem - 80 kcal
Obiad
20 g masła - 106 kcal
20 g bułki tartej - 79 kcal
286 g kopytek - 378 kcal
Kolacja:
2 x kromka chleba - 125 kcal
100 g dżemu - 252 kcal
kaska - 238 kcal
Bardzo późna kolacja:
kawa - 40 kcal
barszczyk - 40 kcal
II śniadanie
2 x grzanka - 125 kcal
Ciasteczka zbożowe - 300 kcal
2 x kostka czekolady - 60 kcal
tost z dżemem - 80 kcal
Obiad
20 g masła - 106 kcal
20 g bułki tartej - 79 kcal
286 g kopytek - 378 kcal
Kolacja:
2 x kromka chleba - 125 kcal
100 g dżemu - 252 kcal
kaska - 238 kcal
Bardzo późna kolacja:
kawa - 40 kcal
barszczyk - 40 kcal
W sumie: 2164/2200 kcal
Ćwiczenia:
-596 kcal z krokomierza
Ćwiczenia:
-596 kcal z krokomierza
Nie wróciłam do domu na weekend. Praktycznie cały dzień byłam poza stancją. Spać. Spać.
7 grudnia 2017
17. Nogo, I hate u.
Śniadanie:
makaron z sosem - 550 kcal
czekolada - 530 kcal
Obiad:
zupa z dyni (200 kcal)
4 kromki chleba (250 kcal)
2 kotlety sojowe (100 kcal)
15 g dżemu (20 kcal)
Kolacja:
grzanki - 125 kcal
barszczyk - 34 kcal
Obiad:
zupa z dyni (200 kcal)
4 kromki chleba (250 kcal)
2 kotlety sojowe (100 kcal)
15 g dżemu (20 kcal)
Kolacja:
grzanki - 125 kcal
barszczyk - 34 kcal
W sumie: 1809/1800 kcal.
Ćwiczenia:
rozgrzewka
50 przysiadów
100 brzuszków
20 pajacyków
10 minut biegania
30 minut hula-hop
-432 kcal z krokomierza
Ćwiczenia:
rozgrzewka
50 przysiadów
100 brzuszków
20 pajacyków
10 minut biegania
30 minut hula-hop
-432 kcal z krokomierza
Noga dalej mi nawala. Wczoraj zwijałam się z bólu. Dzisiaj nie jest już tak tragicznie, ale wciąż nie jest dobrze. Znaczy... mogę już chodzić, ale z treningu będę musiała zrezygnować. Nie chcę. Będę się źle czuła bez treningu. Chociaż... jeżeli noga mnie utrzyma, to przynajmniej pokręcę hula-hop.
I... tak, najpewniej zjem dzisiaj całą czekoladę. Czuję się beznadziejnie. Dalej jak śmieć. Dopóki nie przekroczę limitu, będzie mi zwisało, co zjem.
W siedem dni zużyłam 3 z 4 luźniejszych dni z jedzeniem, które przypadną mi na miesiąc. Dobra robota, Lisie. Ale to nic. Dam sobie radę.
No i zjadłam tę czekoladę.
Ćwiczenia odkładam na wieczór. Może będę w lepszym stanie. Body, I hate u.
17:51
Dziewczyny, jesteście wspaniałe. Dziękuję, że mnie wspieracie. Jesteście najlepsze.
Z nogą jest już lepiej. Zamierzam wyjść pobiegać. Walić zdrowie, bez treningu usycham.
19:53
I jednak trening był. Humor od razu się poprawił. Bardziej niż po czekoladzie. Endorfiny strzeliły mi do głowy i jestem naprawdę szczęśliwym człowiekiem. Szczęśliwym i zmęczonym. God. Jak mi się chce spać.
W siedem dni zużyłam 3 z 4 luźniejszych dni z jedzeniem, które przypadną mi na miesiąc. Dobra robota, Lisie. Ale to nic. Dam sobie radę.
No i zjadłam tę czekoladę.
Ćwiczenia odkładam na wieczór. Może będę w lepszym stanie. Body, I hate u.
17:51
Dziewczyny, jesteście wspaniałe. Dziękuję, że mnie wspieracie. Jesteście najlepsze.
Z nogą jest już lepiej. Zamierzam wyjść pobiegać. Walić zdrowie, bez treningu usycham.
![]() |
| http://dzixonafit.blogspot.com/2014/08/95-bieganie-13-14.html |
19:53
I jednak trening był. Humor od razu się poprawił. Bardziej niż po czekoladzie. Endorfiny strzeliły mi do głowy i jestem naprawdę szczęśliwym człowiekiem. Szczęśliwym i zmęczonym. God. Jak mi się chce spać.
6 grudnia 2017
16. I only want to die.
Bilans
Cheat day.
Ćwiczenia:
55 przysiadów
55 przysiadów
75 brzuszków
pół godziny hula-hop
-558 kcal z krokomierza.
pół godziny hula-hop
-558 kcal z krokomierza.
![]() |
| http://ksiazkowe-recenzje-natalki.blogspot.com/2016/02/kolejna-porcja-cytatow.html |
18:51
Zazdroszczę ludziom, których rodzice się o nich troszczą. Ryczę z bólu, a moja mama jedynie narzeka, że są ze mną kłopoty. Niech mnie ktoś zabije. Błagam. Chcę umrzeć.
5 grudnia 2017
15. Good day.
Bilans:
Śniadanie:
kaszka - 238 kcal
banan - 96 kcal
30 g dżemu truskawkowego - 78 kcal
II:
placek - 500 kcal
barszczyk - 34
dwie kromki chleba - 125
II:
placek - 500 kcal
barszczyk - 34
dwie kromki chleba - 125
"Obiad":
pół batona i cukierek - 150 kcal
Kolacja:
grzanki - 250 kcal
zupa krem z dyni - 140 kcal
pół batona i cukierek - 150 kcal
Kolacja:
grzanki - 250 kcal
zupa krem z dyni - 140 kcal
W sumie: 1617/1800 kcal
Ćwiczenia:
50 brzuszków,
rozgrzewka,
40 przysiadów,
pół godziny hula-hop,
-525 kcal z krokomierza
Ćwiczenia:
50 brzuszków,
rozgrzewka,
40 przysiadów,
pół godziny hula-hop,
-525 kcal z krokomierza
Wstałam za dziesięć czwarta. Łącznie ćwiczyłam 40 minut. Potem uczyłam się na angielski i przygotowałam do szkoły. Lekcje były niby lekkie, ale dosyć męczące. "Obiad" sprawił, że nie zemdlałam podczas aukcji (drugie śniadanie miałam chyba o dziewiątej rano). Na stancję wróciłam za 20 dziewiąta. Zjadłam szybko kolację i idę spać. Padam na pyszek. Jedynie żałuję, że nie biegałam, ale moje ciało ma swoje ograniczenia i domaga się snu. :") To był dobry dzień. Opiszę Wam go, gdy się wyśpię. :P
4 grudnia 2017
14. Fuck you, voice. I'm the winner.
Fast Foodowy Dzień
Kaszka - 238 kcal
Kaszka - 238 kcal
banan - 114 kcal
kawałek ciasta - 400 kcal
Sałatka - 376
Frytki - 628 kcal
lody - 550 kcal
2 x mini batonik - 102 kcal
kawałek ciasta - 400 kcal
Sałatka - 376
Frytki - 628 kcal
lody - 550 kcal
2 x mini batonik - 102 kcal
barszczyk - 34 kcal
W sumie: 2442/2500 kcal
Ćwiczenia:
30 minut hula-hop,
przysiady x 30
brzuszki x 50,
rozgrzewka
15 minut biegania
-530 kcal z krokomierza
Ćwiczenia:
30 minut hula-hop,
przysiady x 30
brzuszki x 50,
rozgrzewka
15 minut biegania
-530 kcal z krokomierza
![]() |
| http://www.moc2.pl/cytaty/4-najlepsze-cytaty-motywacyjne-05-2015/ |
Kolejny raz zmieniłam zasady gry. Wróciłam do poprzednich założeń. Nawet je trochę zmodyfikowałam. Dążę do normalności i równowagi. Jestem wojownikiem. A wojownik nie może się poddawać tylko dlatego, że coś mu nie wyszło. Nie. Muszę walczyć dalej, niezależnie od tego, co mówią inni. Może nie pasuję do tego świata. Może jestem jakaś dziwna, ale wierzę. Wierzę w to, że mogę osiągnąć sukces. Koniec z opierdzielaniem się. Koniec z marudzeniem. Koniec z wymówkami. Bo to, co już zrobiłam, to moje osiągnięcie. Moja wygrana. Będzie dobrze. Rezygnuję z ważenia w środę. Za tydzień sprawdzę, ile ważę. Do tego czasu muszę coś zmienić. Przede wszystkim, chcę zacząć biegać. I nie na zasadzie "chcę, ale nic nie zrobię". Gdy tylko skończę pisać te słowa, wyjdę na dwór pobiegać. Nieważne jest to, ile przebiegnę. Ważne będzie to, że coś zmienię. Rano kręcę hula-hop. Wieczorem będę wychodzić biegać.
Kochane. Musimy zrozumieć, że karząc się za błędy, nie osiągniemy niczego. Zwaliłaś? Więc się do tego przyznaj. Ale bez użalania. Stań przed lustrem. Powiedz sobie, czego w sobie nie lubisz. Powiedz, co Ci przeszkadza. I uświadom sobie, że to od C I E B I E zależy to, co z tym zrobisz. Możesz się użalać, a możesz zacząć walczyć. Liczą się tak naprawdę tylko dwa kroki. Pierwszy to psychika. Musisz zobaczyć cel i uwierzyć. Zacząć dla niego żyć. Powiedz sobie "Chcę tego i to osiągnę, nieważne kiedy. Dam radę!". A potem przemyśl to wszystko. Masz napad? Zwiększ kaloryczność. Chcesz jechać na małych bilansach? Zejdź do nich z głową. Zacznij od większej stawki. Oblicz swoje CPM i zmniejsz kaloryczność o 15-20%. Co tydzień-dwa zniżaj ją o 100 kcal. Ćwicz. Zacznij od 15 minut marszu dziennie. Po kilku dniach wydłuż to do 20. Potem do 25, itd. Rób przysiady. Pierwszego dnia 20, drugiego 25. Kup w sklepie skakankę (3-4 złote zwykle kosztuje, czasem mniej) i skacz. Najpierw pięć minut. Za dużo? No to rób przerwy. Dwie minuty. Minuta szybkiego truchtu. Dwie minuty. 20 przysiadów i pozostała minuta. Skakanka zbyt ciężka? Kup hula-hop. Nie musi być drogie, ważne, żeby było dobrane, więc te dziecinne odpadają. Zacznij kręcić. 5 minut w jedną, pięć w drugą. Ruszaj się. Zamiast jechać miejskim, przejdź dwa-trzy przystanki. Wstań wcześniej. Kocie, to od Ciebie zależy Twoja przyszłość. Nie możesz jej zmarnować. Do mnie dotarło to właśnie teraz. Żałuję. Nie wiecie nawet jak bardzo żałuję, że nie rozumiałam tego wcześniej. Mamy całe życie przed sobą, ale użalając się nad sobą niczego nie osiągniemy. Walczcie, Koty. Walczcie, bo jesteście warte wszystkiego, co najlepsze. Nie pozwólcie, by jedna porażka przekreśliła całe Wasze plany. Raz Ci się nie udało? Luz. Wstań, popraw włosy, makijaż, strzepnij kurz z ubrań i idziesz dalej. Aż do celu.
19:50
To, co napisałam może budzić w Was negatywne emocje. Bo co taki gówniarz może wiedzieć? Cóż. Siedzę w tym gównie już ponad rok. Łącznie schudłam ponad 25 kg. W sumie z 75 kg zeszłam na 61. 14 kg różnicy. I nie przekroczyłam wagi 66. Więc cały czas jestem w zdrowym BMI. Motałam się między napadami a głodówkami. Użalałam nad sobą i to NIE przynosiło efektów. Od dwóch tygodni nie miałam napadu. Gdy czułam, że zbliża się niebezpiecznie obżarstwo, pozwalałam sobie na więcej. I działa. Po słowach mej matki chciałam znowu zacząć się głodzić. Ale to nie zda egzaminu. Nie da mi nic, prócz zniszczenia organizmu. Nie. Chcę mieć dzieci, rodzinę, być szczęśliwą matką i żoną. Pragnę pomagać innym. Nie osiągnę tego, jeżeli zagłodzę się na śmierć. Chcę być piękna. Tak, mam poprane widzenie świata. Najchętniej zeszłabym do 38 kg. Ale przypomniałam sobie o krwiodawstwie. Od zawsze chciałam dołączyć. Minimalna waga, by oddać krew to 50 kg. Dobra. Zatrzymam się na 48 kg i, gdy nadejdzie czas na zapisanie się do odpowiedniego punktu, przytyję do 51. Potem zrzucę i będę utrzymywała do czasu, gdy będę chciała znowu oddać krew.
To, co napisałam może Was irytować. Jestem tylko szesnastoletnim smarkaczem, który nagle zrozumiał. I nie oczekuję, że będziecie robić to, co ja. Nay. Nie zamierzam Was nawracać. Będę tu dla Was. Sama zaś obrałam inną drogę. Drogę wojownika. Chcę być najlepsza i będę.
To ode mnie zależy moja przyszłość. To ja decyduję, w którym miejscu się znajdę dzisiaj. Nie istnieje słowo "jutro". Nie zacznę od jutra. Nie zmienię się jutro. Nie będę niczego odkładać na jutro ani na kiedyś. Jutro nigdy nie nadejdzie. Kiedyś zresztą też nie. To d z i s i a j jest dniem, z którym mogę coś zrobić. Obiecuję, że już nigdy nie powiem, że zrobię coś jutro. Nie odłożę tego na nieskończone odwlekanie. Jeżeli coś ma nastąpić, to niech nastąpi to teraz. Weszłam na drodze ku odkupieniu. Ku nowej, lepszej mnie. Czas start.
![]() |
| https://pl.pinterest.com/explore/cytaty-motywacyjne/ |
![]() | |
|
To, co napisałam może budzić w Was negatywne emocje. Bo co taki gówniarz może wiedzieć? Cóż. Siedzę w tym gównie już ponad rok. Łącznie schudłam ponad 25 kg. W sumie z 75 kg zeszłam na 61. 14 kg różnicy. I nie przekroczyłam wagi 66. Więc cały czas jestem w zdrowym BMI. Motałam się między napadami a głodówkami. Użalałam nad sobą i to NIE przynosiło efektów. Od dwóch tygodni nie miałam napadu. Gdy czułam, że zbliża się niebezpiecznie obżarstwo, pozwalałam sobie na więcej. I działa. Po słowach mej matki chciałam znowu zacząć się głodzić. Ale to nie zda egzaminu. Nie da mi nic, prócz zniszczenia organizmu. Nie. Chcę mieć dzieci, rodzinę, być szczęśliwą matką i żoną. Pragnę pomagać innym. Nie osiągnę tego, jeżeli zagłodzę się na śmierć. Chcę być piękna. Tak, mam poprane widzenie świata. Najchętniej zeszłabym do 38 kg. Ale przypomniałam sobie o krwiodawstwie. Od zawsze chciałam dołączyć. Minimalna waga, by oddać krew to 50 kg. Dobra. Zatrzymam się na 48 kg i, gdy nadejdzie czas na zapisanie się do odpowiedniego punktu, przytyję do 51. Potem zrzucę i będę utrzymywała do czasu, gdy będę chciała znowu oddać krew.
To, co napisałam może Was irytować. Jestem tylko szesnastoletnim smarkaczem, który nagle zrozumiał. I nie oczekuję, że będziecie robić to, co ja. Nay. Nie zamierzam Was nawracać. Będę tu dla Was. Sama zaś obrałam inną drogę. Drogę wojownika. Chcę być najlepsza i będę.
![]() |
| https://pl.pinterest.com/kordiangeralt07/cytaty/?lp=true |
![]() |
| https://dyingtothin.com |
3 grudnia 2017
13. Never ever give up
miska zupy - 160 kcal
2 x kawałek placka - 600 kcal
Frytki z kotletami sojowymi - 700 kcal
Frytki z kotletami sojowymi - 700 kcal
słodkości - 250 kcal
W sumie: 1710/1700 kcal
-291 kcal
-291 kcal
Zranienie mnie nie jest specjalnie trudne. Tym bardziej, że cały czas czuję się jak śmieć. Zwiększyłam i tak kaloryczność na ten weekend. Od jutra wchodzi do gry nowy plan. Zdecydowałam się podnieść kaloryczność o 100 kcal i tak na tygodniu do 1200 kcal zaś w weekendy do 1500 kcal.
Wczoraj pękło mi serce. Słuchanie o tym, jak beznadziejna jestem, boli. Bardzo. Boję się środy. Że na wadze będzie zbyt dużo. Nienawidzę wizyt w domu. Bo oni nie rozumieją, że nie chcę jeść. Że nie jestem głodna. Jutro zamierzam rozdać ciasta, które mi dali. I kopytek część. I zupy. Opłaca się mieć znajomych wśród licealistów. :)
20:43
A jednak licealista dostał jedzonko już dzisiaj. Czyli do rozdania zostało mi jeszcze ciasto. Ale to dam jutro moim dziewczynom. A po spotkaniu pójdę kupić im słodycze do prezentów. I muszę znaleźć w końcu prezent dla ostatniej.
Udało mi się przekonać jedną z moich dziewcząt do pozostania w klasie. Jutro jeszcze dam jej przemowę motywującą. W sumie...
Dziwi mnie to, jak bardzo się z nimi zżyłam przez te trzy miesiące. Naprawdę. Uwielbiam je i już wiem, że będę ich bronić. Tak, jak bronię A. Nie bez powodu często porównuję się do wilka. W myślach często się śmieję, że dziewczyny są moim stadem. I, chociaż to dziwne, bo znamy się tak krótko, czuję, że gdyby któraś nagle odeszła, to straciłabym część siebie samej. Nie bez powodu utrzymuję kontakt z A. Nie bez powodu nie potrafię się uwolnić od przyjaźni z G. (chociaż ona powoli zaczyna dojrzewać, zmienia się). Nie bez powodu boję się utraty D. I... chociaż wielu ludziom może wydać się to dziwne, to część z Was, dziewczyny, też powoli zaczęłam traktować, jak swoich najbliższych. Martwię się o Was, cieszę z Waszych sukcesów. Czasami mam ochotę potrząsnąć, żebyście coś zrozumiały. Zależy mi na Was. Jesteście najlepsze, Słońca. Dziękuję, że jesteście.
Często nie mam siły na nic. Wtedy od końca powstrzymuje mnie myśl o tym, na których mi zależy. Muszę walczyć dla nich. Dla Was.
20:43
A jednak licealista dostał jedzonko już dzisiaj. Czyli do rozdania zostało mi jeszcze ciasto. Ale to dam jutro moim dziewczynom. A po spotkaniu pójdę kupić im słodycze do prezentów. I muszę znaleźć w końcu prezent dla ostatniej.
Udało mi się przekonać jedną z moich dziewcząt do pozostania w klasie. Jutro jeszcze dam jej przemowę motywującą. W sumie...
Dziwi mnie to, jak bardzo się z nimi zżyłam przez te trzy miesiące. Naprawdę. Uwielbiam je i już wiem, że będę ich bronić. Tak, jak bronię A. Nie bez powodu często porównuję się do wilka. W myślach często się śmieję, że dziewczyny są moim stadem. I, chociaż to dziwne, bo znamy się tak krótko, czuję, że gdyby któraś nagle odeszła, to straciłabym część siebie samej. Nie bez powodu utrzymuję kontakt z A. Nie bez powodu nie potrafię się uwolnić od przyjaźni z G. (chociaż ona powoli zaczyna dojrzewać, zmienia się). Nie bez powodu boję się utraty D. I... chociaż wielu ludziom może wydać się to dziwne, to część z Was, dziewczyny, też powoli zaczęłam traktować, jak swoich najbliższych. Martwię się o Was, cieszę z Waszych sukcesów. Czasami mam ochotę potrząsnąć, żebyście coś zrozumiały. Zależy mi na Was. Jesteście najlepsze, Słońca. Dziękuję, że jesteście.
Często nie mam siły na nic. Wtedy od końca powstrzymuje mnie myśl o tym, na których mi zależy. Muszę walczyć dla nich. Dla Was.
2 grudnia 2017
12. I take back all the things I said.
Drożdżówka - 320 kcal
ziemniaki - 300 kcal
4 x krówka - 160 kcal
jabłka kawałek - 30 kcal
barszcz ukraiński - 180 kcal
375 g jabłka - 195 kcal
kopytka - 200 kcal
Kawałek placka - 250 kcal
Wafelek - 80 kcal
4 x krówka - 160 kcal
jabłka kawałek - 30 kcal
barszcz ukraiński - 180 kcal
375 g jabłka - 195 kcal
kopytka - 200 kcal
Kawałek placka - 250 kcal
Wafelek - 80 kcal
W sumie: 1675/1700 kcal
Dziś mam powtórkę z rozrywki sprzed roku. Wiecie, jak ciężko jest żyć ze świadomością, że jest się ciężarem? Że jest się "pijawką"? Tak właściwie, to nagle odechciało mi się wszystkiego. Życia.
Chciałam żyć normalnie. Wiecie jaka jest jedyna rzecz, której pragnę? Mieć normalną rodzinę, być szczęśliwą i kochaną. Nie chcę czuć, że jestem ciężarem. Nie chcę wiedzieć, jak wiele straciłam. Za każdym razem, gdy słucham jak moi znajomi wspominają ich rodziców (rozmowy z nimi, przekomarzanie się, troska), czuję zazdrość. Chciałabym tego nie czuć. Mieć wspomnienia, w których czuję się naprawdę kochana i bezpieczna. Czuć, że cokolwiek się stanie będę miała w nich oparcie. Czuję ponownie obrzydzenie do samej siebie. Nie chcę już nic. Naprawdę nic.
I wiecie co? To już mi się śniło. Ponoć nie można przeczytać w śnie czegoś. A jednak pamiętam każde słowo. Ponoć nie można zobaczyć twarzy ludzi, których się nie widziało. Śniłam o spotkaniach z moimi znajomymi i często wiem, co powiedzą, co zrobią, co odpowiedzą im inni ludzie. Skąd miałabym znać twarz ekspedientki w księgarni, o której dowiedziałam się całkiem niedawno, że istnieje? To jest chore. A jednak się dzieje.
I myślę, że powinnam czuć, że nic nie będzie okay. Bo dlaczego miałoby być? Dlaczego po tym wszystkim, cokolwiek miałoby być okay? Dlaczego ciągle się łudzę, że wszystko się ułoży? Dlaczego jestem tak głupia i w to wierzę? I dlaczego to wszystko musi się dziać zawsze w grudniu?
To zawsze jest grudzień. I powoli myślę, że ucieczka będzie jednak dobrym rozwiązaniem. I że osiągnę mój cel bez względu na wszystko. Znajdę sposób, by zarobić pieniądze. Podejmę się każdej pracy, której będę mogła. Będę oszczędzać. A potem, mimo bólu, odejdę. Tylko że sama myśl o tym boli. Ale czy nie zasługuję na odrobinę szczęścia? Oczyma wyobraźni widzę samą siebie skuloną na fotelu, okrytą kocem i wpatrującą się w płonący kominek. W tym obrazku jestem w Domu. Nie w tym, w którym się wychowałam. W tym, którego pragnę od zawsze. Obok fotela leży moja zgraja whippetów, trochę dalej miśkiem bawi się owczarek szwajcarski. Na kominku stoją zdjęcia mojej rodziny. Partnera, dzieci... tego, o czym marzę. To obrazek, którego tak cholernie pragnę. Być po prostu szczęśliwą. Czy to tak wiele?
Problemem jest to, że nie potrafię przekonać samej siebie na to, że na to zasługuję. Po dzisiejszym dniu się zmieniłam. W zakładce "Moje zasady - dieta" również zaszła zmiana. Zostałam złamana. Nie mam już siły.
Edit: czajnik się zepsuł. Rączka odpadła. Kogo za to winią? Lisa. Oczywiście.
Edit: czajnik się zepsuł. Rączka odpadła. Kogo za to winią? Lisa. Oczywiście.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)






