ok. 420 kcal.
I... żyję. Radosne, prawda? Nic sobie nie zrobiłam, nie pociachałam się, nie skoczyłam z mostu. Brawo ja! I tak sobie teraz będę żyła, wegetowała i kiedyś coś mnie trafi. No ale!
Na dwa tygodnie zostaję w mieście. Czyli dopiero po tym czasie zobaczę moje szczurki i psiska. Smutno, ale może przynajmniej odpocznę psychicznie. :c
Siam tam tam. Znowu straciłam dzień. Cudnie. Ale to już ostatni raz. Obiecuję. Tym razem będzie lepiej, bo lepiej być musi. Zacznę się uczyć, zacznę ćwiczyć i będę mało jadła. Przyłożę się do angielskiego, poćwiczę matmę... wszystko będzie dobrze.
Moje cele?
- 20 minut angielskiego 4 razy w tygodniu,
- 30 minut matmy 5 razy w tygodniu,
- nienaganna fryzura,
- koniec z obgryzaniem paznokci,
- na każdą lekcję mam być przygotowana, przed każdą powtórka min. 10 min,
- trening z hula-hop min. 3 razy w tygodniu po pół godziny,
- dbać o czystość paznokci,
- 50 brzuszków rano i wieczorem każdego dnia,
- dawać z siebie 200%,
- żyć,
- rozdział "Uzdrowicielki" na 2 tygodnie.
Jakoś sobie poradzę. Muszę.
Widzę, że masz motywację, a to podstawa :) Masz cudowne założenia, mam nadzieję, że znajdziesz siłę, żeby wszystkie się powiodły. Pamiętaj, że nie jesteś sama :)
OdpowiedzUsuńTrufla
http://niczymmotyl.blogspot.com/
Mam nadzieję, ze odpoczniesz dobrze od rodziców i może napelnisz się siła.
OdpowiedzUsuńCele masz bardzo ambitne. Na pewno dasz sobie rade ^^.
Bilans masz dzisiaj malutki ;).
Trzymaj się!