1 stycznia 2018

Nowy rok. Nowy początek.

Dawno, dawno temu, żyła  sobie radosna dziewczynka. Dziewczynka ta śmiała się głośno i mimo tego, że jej rodzice często sprawiali wrażenie jakby jej nie kochali, wierzyła, że to się zmieni. Kochała całym małym sercem swych bliskich. Pragnęła pomagać ludziom i zwierzętom. Chciała żyć. Nie zrażało jej to, że często była wyszydzana i poniżana. Podnosiła się po upadkach. Patrzyła z nadzieją w przyszłość. Chciała tylko mieć normalną, kochającą rodzinę.
Nic nie może jednak trwać wiecznie. Dziewczynka urosła i mimo iż dalej chciała wierzyć w odmianę, powoli traciła swą radość i pokój ducha. I nagle, pewnego dnia, zdała sobie sprawę z tego, że nie ważne jak bardzo będzie się starać, nie ważne ile z siebie da, jej rodzice nigdy jej nie pokochają tak, jak rodzic winien kochać swe dziecko. I bańka z marzeniem prysła. Nagle jeden jedyny cel, jedno prawdziwe pragnienie serca zniknęło... Dziewczyna usiadła na łóżku i zapłakała. Tamtego dnia cały jej świat się rozpadł.

Starałam się wierzyć. Wierzyć w to, że coś się może zmienić. Że to wszystko ma jakiś sens. Chciałam pokazać sobie i światu, że potrafię coś osiągnąć. Chciałam nieść innym radość. Chociaż raz zobaczyć dumę w oczach rodziców. Więc starałam się osiągnąć coś bez zatracenia samej siebie. Chciałam żyć. Ale potem przyszło zrozumienie, że chciałam cudu. I cała moja nadzieja zniknęła. Do tej pory chciałam odchudzać się racjonalnie. Chciałam żyć. Tak kurewsko chciałam żyć normalnie. Ale teraz... teraz najchętniej podcięłabym sobie żyły. Ale nie, to mogłoby źle wpłynąć na psychikę osoby, która by znalazła moje ciało. Kurwa, to jest ten pieprzony problem. Bo ja nie potrafię nie myśleć, że moja śmierć mogłaby komuś zafundować traumę. Że zabijając siebie, mogłabym kogoś skrzywdzić. Jestem żałosna. Czasami chciałabym być samolubna, ale... no właśnie. Ale. To śmieszne, że pomimo tej przerażającej pustki, która mnie wypełnia, wciąż się tym przejmuję...

Kiedyś nie chciałam zrobić sobie krzywdy. Teraz chcę jedynie zasnąć i już nigdy się nie obudzić. Masz mnie, Ano. Broniłam się przed tobą. Nie chciałam Cię, ale teraz... teraz pragnę już tylko śmierci, którą możesz mi przynieść. Pierdol się, świecie. Odebrałeś mi mą nadzieję. Odebrałeś mi mnie samą. Nienawidzę cię. 

Nienawidziłam listu od Any. Nienawidziłam dekalogów i innych rzeczy, które widziałam w tym środowisku. Więc dlaczego teraz, gdy to czytam nie czuję odrazy? Dlaczego czuję się tak rozpaczliwie pusta? Nie chcę. Nie chcę tego. Proszę. Błagam. Niech ktoś mi pomoże. Niech ktoś zabierze ten ból, odgoni pustkę. Ja już tak nie potrafię. Chciałam być silna, ale to zbyt dużo.  

Dlaczego to, czego nie chciałam wydaje mi się być jedyną drogą? 

Kiedy wracałam na stancję wzięłam dość pieniędzy, żeby przyjechać i wrócić i na doładowanie, i na wodę. Nie będzie obżerania się. Nie będzie jedzenia tony tłuszczu. Będę ja i głód. Ja i moje odkupienie. Może kiedyś coś się zmieni... Może starczy mi pieniędzy na senefol. Jakoś się muszę oczyścić.

Cel na 2018 rok?

Schudnąć do 43 kg. 

5 komentarzy:

  1. widzę, jak cierpisz. to straszne, że los narzucił Ci tyle bólu. musisz być silna, musisz dążyć do szczęścia dla samej siebie, nie dla innych. rób tak, żeby Tobie było dobrze, bo ludziom nigdy nie dogodzisz. nie możesz się poddać i myśleć o śmierci. masz tylko to życie, tylko to zapamiętasz, umierając. postaraj się, by to były jak najlepsze wspomnienia. odetnij się od toksycznych ludzi, zmień towarzystwo, jeśli tego potrzebujesz. bądź szczęśliwa i żywa.

    jaksieje.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Ach... jakbym widziała siebie... warto żyć dla siebie, a nie dla innych! Wiele lat zajęło mi dojście do tego prostego wniosku. Pamiętaj, że życie jest procesem, nie będzie dobrze po 5 minutach - niestety życie jest nierówną walką, w której los wali nas po tyłku. Ale widzę w Tobie dużo siły. Uporaj się z żalem do bliskich i do świata- i wtedy zaczniesz żyć!
    Dużo cierpliwości życzę Ci w Nowym Roku:*
    Trufla
    niczymmotyl.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Ach... jakbym widziała siebie... warto żyć dla siebie, a nie dla innych! Wiele lat zajęło mi dojście do tego prostego wniosku. Pamiętaj, że życie jest procesem, nie będzie dobrze po 5 minutach - niestety życie jest nierówną walką, w której los wali nas po tyłku. Ale widzę w Tobie dużo siły. Uporaj się z żalem do bliskich i do świata- i wtedy zaczniesz żyć!
    Dużo cierpliwości życzę Ci w Nowym Roku:*
    Trufla
    niczymmotyl.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Po części wiem co czujesz. Współczuję. Sama chorowalam na anoreksje i tak na prawdę po ponad roku spędzonym w szpitalu gowno to dało. Utuczyli mnie, owszem. Ale co z tego jak w głowie wszystko zostało i teraz prawie nie mam na nowo?
    Cel na nowy rok piękny. Mam podobny.
    Www.wierzezesieuda.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Doskonale cię rozumiem, lisku kochany. Ale trzeba żyć dla siebie. Nie patrzeć na to, co powiedzą inni. Bo życie ma się tylko jedno i nie można go zmarnować. Skoro rodzice tak źle cię traktują, to odetnij się od nich. Wiem, że to trudne, bo sama przechodziłam przez coś podobnego. Ale na koniec poczujesz ulgę i wolność. Załóż własną rodzinę, bądź szczęśliwa. Przyjdzie na to czas. Trzymam kciuki. Trzymaj się <3

    OdpowiedzUsuń

.
.
.
.
.
.
template by oreuis