Bilans:
6:22
tost (54 kcal) + plaster sera (23 kcal)
+ barszczyk (34 kcal)
7:00
herbata (8 kcal)
7:00
herbata (8 kcal)
7:14
neo angin (10 kcal)
8:35
tost (55 kcal) + plaster sera (23 kcal)
11:02
pierniczek (50 kcal)
16:03
tost (55 kcal) + plaster sera (23 kcal)
16:20
tost (54) + 3 plastry sera (69)
neo angin (10 kcal)
8:35
tost (55 kcal) + plaster sera (23 kcal)
11:02
pierniczek (50 kcal)
16:03
tost (55 kcal) + plaster sera (23 kcal)
16:20
tost (54) + 3 plastry sera (69)
W sumie: 458/500 kcal
Ćwiczenia:
7:15
40 przysiadów
40 brzuszków
40 minut hula hop
30 skłonów
17:45
30 min hula hop
Chodzenie: 6,3 km (-344 kcal)
7:15
40 przysiadów
40 brzuszków
40 minut hula hop
30 skłonów
17:45
30 min hula hop
Chodzenie: 6,3 km (-344 kcal)
Życie czasami jest śmieszne. Jeszcze nie tak dawno, to ja dawałam ludziom rady, żeby zaczynali od większych limitów, żeby powoli przyzwyczajali się do mniejszej kaloryczności... A teraz sama rzucam się na głęboką wodę. Ale potrzebuję tego. Potrzebuję kary. Potrzebuję motywacji. Potrzebuję możliwości udowodnienia, że jednak coś znaczę. Nie martwcie się, Słońca, kiedyś byłam na bardziej rygorystycznych dietach. Dawałam radę, więc dam ją i teraz.
Żeby uściślić, moje kochane. Kiedy mówię o sobie, nie jestem obiektywna. Nie potrafię spojrzeć na siebie tak, jak widzą mnie inni. Zdarza się, że ktoś mówi mi, że jestem ładna. Przychodzę do siebie i patrzę w lustro. Widzę tylko potwora. Kiedy patrzę na innych, tego nie ma. Staram się wesprzeć, pocieszyć, pokazać, że macie we mnie oparcie. Dalej zachęcam do zdrowszego i rozsądniejszego (niż to, co robię aktualnie) trybu życia. Może jestem dla siebie zbyt surowa, ale to pozwala mi wytrwać. To pozwala mi wciąż trwać, dzięki temu nie oszalałam. Jeszcze miesiąc temu to ta surowość trzymała mnie przy wyższych bilansach. To ta surowość mówiła mi "musisz być normalna, bo to pójdzie w złą stronę". Powstrzymywała przed karaniem się. Ale podczas tych świąt... zmieniłam się.
Wiecie, ja zawsze miałam nadzieję. Wierzyłam, że coś się może zmienić, że ktoś ujrzy mnie taką, jaką byłam naprawdę. Ale nic nie może trwać wiecznie. Wszystko ma swoją granicę. A moja została przekroczona. Kolejne wyzwiska, wściekłość skierowana w moją stronę z powodu, czegoś, czego nawet nie zrobiłam (on to wiedział, ale i tak to ja zgarnęłam opieprz)... każdorazowe nazwanie mnie śmieciem, dziwką, kurwą, szmatą, idiotką... każdorazowa groźba. Wszystkie te słowa krytyki... Nazywanie mnie pasożytem... Nie potrafię. Nie potrafię dłużej wierzyć, że to się zmieni. Cała moja osłona, mur, który wznosiłam przez te wszystkie lata... to pękło w ciągu kilku sekund. Nie jestem już tą samą osobą, co przed świętami. I nie wiem, czy kiedykolwiek znowu nią będę. Wątpię.
16:05
Szczerze powiedziawszy jestem na siebie zła za tego pierniczka. Ale to by był dziwne, gdybym nie wzięła. Nie chcę podejrzeń. Mimo wszystko.
Miałam ochotę na ser. Zjadłam więcej plastrów niż powinnam, ale... niech już będzie. Nie przekroczyłam 500 kcal. Nie jest źle.
17:09
Kogo ja próbuję oszukać? Jest źle. Czuję się chora. Naprawdę chora. Kiedy sumienie walczy z rozsądkiem. Może kiedy wreszcie będę chuda, coś się zmieni. Może wtedy zaakceptuję siebie i to, jaką jestem. Nay. Nie może. Na pewno. Schudnę ile chcę, a potem wszystko będzie dobrze. Idealnie. Tak musi być. Tak będzie, ale muszę więcej ćwiczyć. Zdecydowanie więcej ćwiczyć. Zjadłam stanowczo zbyt dużo. Trzeba to spalić.
Chcę dotrzeć na szczyt. I dotrę.
Umyta, wychłodzona, jeszcze krem wyszczuplający zaliczyć i herbatkę na kontrolę masy ciała i idę spać. Branoc, dziewczyny.
Żeby uściślić, moje kochane. Kiedy mówię o sobie, nie jestem obiektywna. Nie potrafię spojrzeć na siebie tak, jak widzą mnie inni. Zdarza się, że ktoś mówi mi, że jestem ładna. Przychodzę do siebie i patrzę w lustro. Widzę tylko potwora. Kiedy patrzę na innych, tego nie ma. Staram się wesprzeć, pocieszyć, pokazać, że macie we mnie oparcie. Dalej zachęcam do zdrowszego i rozsądniejszego (niż to, co robię aktualnie) trybu życia. Może jestem dla siebie zbyt surowa, ale to pozwala mi wytrwać. To pozwala mi wciąż trwać, dzięki temu nie oszalałam. Jeszcze miesiąc temu to ta surowość trzymała mnie przy wyższych bilansach. To ta surowość mówiła mi "musisz być normalna, bo to pójdzie w złą stronę". Powstrzymywała przed karaniem się. Ale podczas tych świąt... zmieniłam się.
Wiecie, ja zawsze miałam nadzieję. Wierzyłam, że coś się może zmienić, że ktoś ujrzy mnie taką, jaką byłam naprawdę. Ale nic nie może trwać wiecznie. Wszystko ma swoją granicę. A moja została przekroczona. Kolejne wyzwiska, wściekłość skierowana w moją stronę z powodu, czegoś, czego nawet nie zrobiłam (on to wiedział, ale i tak to ja zgarnęłam opieprz)... każdorazowe nazwanie mnie śmieciem, dziwką, kurwą, szmatą, idiotką... każdorazowa groźba. Wszystkie te słowa krytyki... Nazywanie mnie pasożytem... Nie potrafię. Nie potrafię dłużej wierzyć, że to się zmieni. Cała moja osłona, mur, który wznosiłam przez te wszystkie lata... to pękło w ciągu kilku sekund. Nie jestem już tą samą osobą, co przed świętami. I nie wiem, czy kiedykolwiek znowu nią będę. Wątpię.
Nie chcę normalności. Nie chcę udawać, że jej chcę. Czas zaakceptować prawdę, że nigdy jej nie chciałam. Czas przestać zastanawiać się, co powiedzą ludzie.Once I rose above the noise and confusionJust to get a glimpse beyond this illusionI was soaring ever higherBut I flew too high
16:05
Szczerze powiedziawszy jestem na siebie zła za tego pierniczka. Ale to by był dziwne, gdybym nie wzięła. Nie chcę podejrzeń. Mimo wszystko.
Miałam ochotę na ser. Zjadłam więcej plastrów niż powinnam, ale... niech już będzie. Nie przekroczyłam 500 kcal. Nie jest źle.
17:09
Kogo ja próbuję oszukać? Jest źle. Czuję się chora. Naprawdę chora. Kiedy sumienie walczy z rozsądkiem. Może kiedy wreszcie będę chuda, coś się zmieni. Może wtedy zaakceptuję siebie i to, jaką jestem. Nay. Nie może. Na pewno. Schudnę ile chcę, a potem wszystko będzie dobrze. Idealnie. Tak musi być. Tak będzie, ale muszę więcej ćwiczyć. Zdecydowanie więcej ćwiczyć. Zjadłam stanowczo zbyt dużo. Trzeba to spalić.
W zasadzie nie rozumiem, dlaczego jest mi aż tak ciężko. Biję się sama ze sobą. Normalność. Co to jest? Dlaczego tak bardzo się kłócę, kiedy o nią chodzi. Nie chcę być chora. Chcę po prostu być chuda. 45 kg w szkole mnie zadowoli. 43 byłoby idealnie. To nie jest mało. Normalna waga. Nie zbyt mała. Nie zbyt duża. W sam raz. Nie wiem, co powinnam czuć. Nay! Odrzuć wątpliwości, Lisie! Wkroczyłaś na właściwą ścieżkę. Zawaliłaś, więc musisz się ukarać. Jak naprawisz i zrozumiesz swój błąd, to może pomyślimy o czymś innym. Kara musi być. Zasady to zasady.Chcę dotrzeć na szczyt.Bo stamtąd najlepiej świat wygląda.Tam, najbliżej jest do gwiazd.Chcę dotrzeć na szczyt.Wiem, że marzenia się spełniają.Być jak ptak chodź jeden raz.Chcę dotrzeć na szczyt.
Chcę dotrzeć na szczyt. I dotrę.
Umyta, wychłodzona, jeszcze krem wyszczuplający zaliczyć i herbatkę na kontrolę masy ciała i idę spać. Branoc, dziewczyny.
Lisku, Słonko :C
OdpowiedzUsuńCo robisz? Dlaczego chcesz się zniszczyć, skoro niczemu nie zawiniłaś?
Ten post jest bardzo smutny. Smutniejszy niż wszystkie inne. Przynajmniej w moim odczuciu. To cholernie przykre. Nie wchodź już w to bagno. Sama dobrze wiesz, że nawet jeśli schudniesz, nie będziesz szczęśliwa. Wiem co czujesz. Chęć autodestrukcji i ukarania siebie wydaje się silniejsza od wszystkiego.. ale to nieprawda. Można to pokonać. I gdzieś bardzo, bardzo głęboko w środku nadal tego pragniesz. Pragniesz pokonać złe myśli. Tylko nie wiesz o tym, bo Twój żal i dołek, w którym siedzisz to wszystko zagłusza. Naprawdę, uwierz mi. Jestem w stanie wyobrazić sobie to, co czujesz. To boli. I wiem też, że mój komentarz nic tutaj nie zdziała. Mimo wszystko, bardzo Cię proszę. Przemyśl jeszcze raz, bardzo dokładnie swoją decyzję. Nie zasługujesz na dodatkowe cierpienie. Nie funduj go sobie. Przez pro-ane nie osiągniesz niczego innego oprócz totalnego dna. Przecież dobrze o tym wiesz. Nie pozwól sobie na to. Walcz o lepsze życie, nie o gorsze.
Mocno tulę i wysyłam buziaki <3
Kiedyś jeszcze będzie lepiej, jestem tego pewna, Kochanie.
Uhhhh. Naprawdę mam ogromną ochotę Cię przytulić, jakoś pocieszyć. Zrobić cokolwiek, abyś poczuła się chociaż odrobinkę lepiej.
Każdy zasługuje na szczęście, pamiętaj.
Lisku. Pamiętaj że jeśli będziesz nas potrzebować to będziemy z Tobą. Jesteś silna i cudowna. Nie stawaj się słaba, nie pozwól by coś rządziło twoim życiem. Pokochaj życie samo w sobie i osiągnij wszystko czego pragniesz tak naprawdę
OdpowiedzUsuńNie wiem co mam Ci napisać...chyba tylko powodzenia...Widzę że jesteś zdeterminowana, skoro mówisz że wiesz co robisz to napiszę tylko żebyś uważała, trzymaj się
OdpowiedzUsuńJesteś silna i nic tego nie zmieni. Zawsze są wzloty i upadki. Wiem, że Ci się uda!
OdpowiedzUsuńTrufla
Niczymmotyl.blogspot.com
Ojej, ale smutne jest to co piszesz. Ale wiesz że nie tędy droga. Wiem że jesteś zła na tą sytuacje i wiem, jak to jest kiedy nie jesteś w stanie nic zmienić. Trzeba się zastanowić jak to zmienić. Niszczenie siebie nie pomoże, na pewno to wiesz. Na Twoim miejscu skupiłabym całą energię na tym jak to zmienić, z każdej sytuacji jest przynajmniej dwa wyjścia :) chodzi o sytuacje w domu? możesz się wyprowadzić?
OdpowiedzUsuńsmutno :( nie poddawaj się, dotrzesz na szczyt i będziesz wszystkim, którzy Cię skrzywdzili, pluć na głowy
OdpowiedzUsuńhttps://jaksieje.blogspot.com/