26 października 2017

29.

252 kcal
-257 kcal z krokomierza.
Pieprzyć to. Senes nie zadziałał. Robię pseudogłodówkę. Mogę zjeść maksymalnie 300 kcal. Czuję się masakrycznie gruba. Jutro znowu powrót do domu. I znowu mama z jedzeniem. Powiem im, że przeszłam na weganizm. Dodatkowo będę próbowała wmówić, że zjadłam ze znajomymi po lekcjach, więc nie jestem głodna. Coś wymyślę. Muszę coś wymyślić.

Chcę whippeta. Pies moich marzeń. Rasa, która sprawiła, że zapomniałam o całym bożym świecie. Kocham te psiska za ich charakter, wygląd, usposobienie... są tak piękne i wspaniałe, mają tyle zalet, że ciężko mi wyjść z wrażenia. Nim natknęłam się na whippety, zmieniałam "ulubioną" rasę co miesiąc. Odkąd dowiedziałam się o ich istnieniu i poczytałam o nich minął rok i prawie pięć miesięcy. Kocham jeszcze mocniej, niż kochałam w maju 2016.
Wszystko mam wyliczone. Zaplanowane.
Klatka transportowa, w której siedziałby, gdy mnie by nie było, żeby nie niszczył - 280 złotych. 
Legowisko - od 60 do 250 złotych.
Miski, zabawki, poidła, przybory do pielęgnacji - pewnie zamknę się w 350 złotych.
Ubranka kupowane będą dopiero jesienią, więc tego nie liczę jako podstawowy koszt.
Karma 24 kg - 400 złotych.
Szelki, smycz i obroża - chcę się zamknąć w 150  złotych, bo szczeniak wyrośnie, więc będzie do wymiany.
Szczeniak - ok. 4-4,5 tysiąca.
Na początek wszystko wyniesie mnie ok. sześciu tysięcy. Dużo. Ale jeżeli sama na to zarobię, to czemu nie? 

Dzień smutny. Zamiast głodówki zeżarłam trzy paski gorzkiej czekolady. Wzięłam znowu senes. Znowu mam mini-depresję. Nic mi się nie chce. Mogłabym usiąść i płakać. Ale muszę przeżyć. Muszę dać radę. Muszę.

Ed:
Nie odpisuję na komentarzem, ale jak zobaczyłam o adopcji, to mnie coś zgięło i błyski furii pojawiły się w moich oczach. Następna osoba, która poruszy ten temat, prawdopodobnie zostanie uduszona. Cały czas. Cały pieprzony czas, ktoś próbuje mi wmówić, że jestem okropna i nieczuła, bo nie chcę teraz adoptować psa. Więc już na samo słowo "schronisko" mam atak irytacji i złości. I mam ochotę mordować. Niech no coś wyjaśnię. NIE jestem gotowa na odpowiedzialność, jaką niesie ze sobą schroniskowiec. SAMA mam, do kuźwy nędzy, skrzywioną psychikę. Nie zamierzam martwić się, że mój nagły wybuch płaczu, mój gorszy dzień, zrobi psu krzywdę, bo, np. ktoś się nad nim znęcał. Nie zamierzam brać kota w pieprzonym worku. Bo schroniskowiec to może być bomba z opóźnionym zapłonem. Nie stać mnie, żebym latała po wetach, bo schronisko/właściciele poprzedni zaniedbali psa. Nie TERAZ. KIEDYŚ zamierzam mieć psa ze schroniska. Nawet kilka. I hodowlę whippetów.
TERAZ chcę pewny charakter, wystawy i wszystko to, co da mi pies z rodowodem. Chcę pewnego przyjaciela, który nie będzie się bał, który będzie stał dumnie u mojego boku. Nie jestem gotowa na schroniskowca. Nie będę, dopóki nie będę miała własnego domu, posesji, warunków na opiekę nad nim. Dopóki nie będzie mnie stać, żeby latać do weta, behawiorysty i kupować specjalistyczne karmy, które pomogą leczyć ewentualne choróbska. Żaden pies nie jest zabawką. Ale psy ze schroniska to są, kuźwa, psy specjalne. Ich psychika jest w pewnym sensie uszkodzona. Nie zamierzam brać tak wielkiej odpowiedzialności.
Poza tym... chcę whippeta. Nie pseudowhippeta. Nie podróbkę. Chcę rasowego whippeta z jednej konkretnej hodowli. Schroniskowiec? Tak. Ale nie teraz. Gdy będę miała własny dom, czas i pieniądze, żeby mu pomóc i zapewnić najlepszy komfort, czemu nie? Na tę chwilę nie ma o tym mowy i będę gryzła, gdy ktoś rozpocznie temat. Możecie mnie za to hejcić, nienawidzić, nazwać nieczułą. Wisi mi to. Nie zamierzam brać obowiązku, któremu mogłabym nie podołać. W przypadku rasowca będę miała wsparcie hodowcy. Hodowla, z której chcę wziąć, jest wspaniała. Kontaktowi ludzie, którzy pomogą mi, jeżeli będę miała jakiekolwiek kłopoty z psem. Nie zamierzam brać i oddawać, niszcząc psa, który się przywiąże, bo coś mi nie wyjdzie. Po rasowcu wiem czego się spodziewać. Po mieszańcu nie. Sorry, w przyszłości to pewnie nawet dom tymczasowy otworzę i będę zgarniać wszystkie przybłędy/zwierzęta w trudnej sytuacji. Na tę chwilę nie stać mnie na to i nie mam czasu na taki obowiązek. Brak logiki? Nie. A jeżeli ktoś tak myśli, to wisi mi to. Mam dość słuchania tysiąc pięćset sto dziewięćset razy, że nie ma serca, bo nie chcę teraz psa ze schroniska. 'A może adoptujesz'. Nie, kuźwa. Nie adoptuję TERAZ, bo nie jestem gotowa. Czym innym jest dostać pewnego psa, a czym innym takiego, który może mieć bardziej zrytą psychikę, niż ja. Zaopiekowałabym się nim. Kochałabym całym sercem, ale nie byłabym w stanie pomóc. Jeszcze nie.-.-
Musiałam to z siebie wyrzucić. I, zanim zostanę zjedzona, tak, na schroniskowca też bym tyle wydawała. A nawet więcej. Psia szkółka + wizyty u behawiorysty, żeby wyleczyć psią psychikę. Częstsze wizyty u weta, żeby od razu zapobiegać skutkom złego żywienia/złego traktowania. Specjalistyczne karmy, jeżeli pies będzie miał jakąś alergię. Dużo, dużo czasu poświęcone na odwrócenie tego, co zostało zniszczone. Włożyłabym całe serce w opiekę i wychowanie takiego psa. Nie uważam schroniskowców za gorsze. Za trudniejsze tak. Za wymagające dużo więcej pracy, żeby naprawić to, co zniszczyli ludzie, tak. Za takie, którym trzeba odbudować świat od podstaw, tak. Ale każdemu psu należy się miłość, czas i szacunek. Zrozumcie po prostu, że wolę iść na tę chwilę na łatwiznę. Wolę spełnić marzenie, dorosnąć, ustatkować się, a potem dodatkowo pomagać. Teraz nie jestem gotowa na psa, który mógłby mi "zwariować" bez powodu. Powód oczywiście zawsze jest, ale ja bym go nie znała. Dobrze socjalizowany rasowiec, jeżeli JA nie skopię sprawy, ma dużo mniejsze szanse na to. A hodowlę, z której chcę papsia, uważam za najlepszą w kraju. To naprawdę wspaniali ludzie.
*wdech i wydech* Uspokój się, Lisie. To nie był atak na nikogo. To był napad furii, która gromadzi się we mnie od lat. Bo ile można tego słuchać? Mogłabym nie chcieć w przyszłości adoptować psów (a chcę) i mieć tylko rasowce. Moje prawo. Nikomu nic do tego. Moja decyzja, mam do niej prawo.
Czuję się głupio przez tę ścianę tekstu, ale jej nie usunę. Bo jestem zmęczona. Jeżeli ktoś jeszcze kiedyś rzuci tekst o schronisku, to zamiast na miejscu rozszarpać, odeślę tutaj.
Może i zbyt szybko unoszę się gniewem. To przez moje rude włosy i stereotypy. Ludzie mówią, że rudzielce są temperamentne, więc podświadomie się stałam taką, jaką mnie oczekiwali. 

5 komentarzy:

  1. Te pieski są serio cudne. Widziałam dzisiaj jakąś panią, która właśnie przechodziła obok mojego domu z takim na smyczy. Muszę przyznać, że zwrócił moją uwagę.
    A co do Twojej diety. Słońce... nie karaj się za zawalone dni. To nie ma sensu. Co było to było, jedź z dietą dalej bez żadnych senesów i głodówek, bo to nie zaprowadzi Cię do niczego dobrego i jeszcze bardziej namiesza Ci w głowie i będziesz czuła się jeszcze bardziej źle i wszystko jeszcze bardziej będzie się pieprzyć. Nie warto.
    Mam nadzieję, że jutro będzie dla Ciebie lepszym dniem. Trzymam kciuki, Lisku <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Dasz radę skrabie. Jesteś silna <3
    https://pragnacaperfekcji.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. To Twoja sprawa jakiego psa weźmiesz :* Walcz i się nie poddawaj :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Czyś Ty tekstu powyżej nie czytała!!! Sieroto Boża! Nie dziwię się że autorka tego bloga nie wytrzymała, że wściekłość ją zalewa, ale ile można się nad takimi jak Ty logować i tłumaczyć. Toż to sensu większęgo nie ma. Naprawdę czarownico - taką masz nazwę - ogarnij się!!! A na przyszłość to CZYTAJ ZE ZROZUMIENIEM!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  5. *litować miało być nie logować

    OdpowiedzUsuń

.
.
.
.
.
.
template by oreuis