4 stycznia 2018

3. I'm bad.

Bilans:
4:20
tost (54,5  kcal) + 1 g masła (3,5 kcal) + plaster sera (23 kcal) x 2
barszczyk (17 kcal)
5:07
neo angin (10 kcal)
6:15
tost (54,5 kcal) + plaster sera (23 kcal) x2
15:12
tost (54,5 kcal) + plaster sera (23 kcal) x2
16:08
kaszka waniliowa (238 kcal)

W sumie: 737 kcal

 Ćwiczenia:
4:57
50 przysiadów
50 brzuszków
10 minut hula-hop
Chodzenie z całego dnia: 5,15 km (-278 kcal)


Obrałam swoją ścieżkę i chcę na niej pozostać. Mimo zmęczenia, bólu i łez. Nie mogę co pięć minut zmieniać zdania. Po prostu nie mogę. Samodyscyplina i reżim pozwolą mi na pozostanie w trzeźwości umysłu. Na nie zrobienie sobie krzywdy. Nie niszczę siebie. Próbuję tylko przeżyć. Moja dzisiejsza waga to 66,4 kg. Jutro liczę na mniej niż 66. Muszę do końca tygodnia spaść do 64. Muszę. I do końca następnego do 60. To wszystko, czego na tę chwilę pragnę. To da mi spokój i ukojenie. A tego teraz potrzebuję.

Dzisiejszy dzień ma być specyficzny.  Zamierzam więcej pochodzić i się uczyć. Wyjątkowo pozwolę sobie na więcej jedzenia na śniadanie. Na tę chwilę zostawiam sobie limit 500 kcal. Dla komfortu psychicznego. Potem będę obniżać.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Do czego ty tak naprawdę dążysz, Lisie?
Do perfekcji... A co robisz w tym kierunku?
Nic... Więc rusz dupę i zacznij, bo siedząc i marudząc nic nie osiągniesz.

15:17
I niby ruszyłam.  Dzień wybitnie monotonny, ale okay. Limit mi się właśnie skończył. Do jutra się przeżyje. Gorzej, że jutro wracam do domu, a tam pokusa za pokusą. Jak żyć? Nie chcę skoków z limitem o więcej niż 400 kcal. Chyba że dzisiaj zjadłabym do 800 kcal, a w piątek, sobotę i niedzielę wyznaczyłabym maksymalny limit 1200 kcal. Ugh. Dużo. Nawet zbyt dużo. Nie wiem. Zobaczę. Meh. Teraz idę się przespać, bo padam na twarz.

Nie podoba mi się to. Ale potrzebowałam czegoś ciepłego. Jest mi tak przerażająco zimno... Odrobinę cieplej od środka, ale dalej zimno.
Pierwszy raz od nie wiem jak dawna siadłam do książek. Posprzątałam pokój. Panuje ład i porządek. Teraz matma, potem historia. Perfekcja, Lisie, pamiętaj o perfekcji. Zapomnij o znużeniu, pamiętaj o perfekcji. I nie przejmuj się chłodem...Coś tam z matmy zrobiłam, ale bez kogoś, kto mi to na żywca wytłumaczy, niewiele zrozumiem... Meh, czas na historię. Tylko że nie wiem, co my będziemy omawiać. Ugh. Jak ja tego nie lubię.
Szlag mnie zaraz trafi, ale dobra.  Pieprzyć limity. Na tę chwilę nie chcę żadnej konkretnej diety. Jak najmniej. Po prostu jak najmniej. Jestem tak cholernie padnięta. Powinnam więcej poćwiczyć.

19:16
Kiedy się obudzę będzie lepiej. Musi być. Po prostu musi.
Mój numer GG: 64603467.

3 komentarze:

  1. Ach widzę, że zimowa aura daje Ci się we znaki :( ach to taki czas kiedy nic się nie chce. Ale widzę w Tobie motywacje, Musisz tylko zauważać swoje dotychczasowe małe sukcesy :)
    Trzymaj się cieplutko :*
    Trufla
    niczymmotyl.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiesz...moim zdaniem powinnaś wyluzować...ale to tylko moje zdanie :D uważaj na siebie i zdradz proszę co to za chleb i ser że ma tak mało kcal :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Mi się też nic nie chce ale staram się być pozytywna. Taki ze mnie słodki grubasek o wadze 55 c'nie? 😘 Sama jjem po 400-800 a ćwiczę różnie więc się nie przejmuję. Będzie dobrze. Wierzę że tobie się wszystko ułoży ale dasz radę tyle spaść? Jak Ci się uda pochwal się jak ❤

    OdpowiedzUsuń

.
.
.
.
.
.
template by oreuis