5 listopada 2017

36.

Dzisiaj wlazłam na wagę. 65 kg. Ale po jedzeniu i piciu i w ubraniach, więc pewnie coś koło 64-63 jest. Porażka. Mam ochotę zrobić sobie krzywdę. Ale nie. Dam radę. Jestem silna. Przez dwa tygodnie będę na stancji. Przywiozłam masę jedzenia. Dostałam też 100 złotych na te dwa tygodnie. Mój cel? Nie wydać ani złotówki na żarcie. Mam owoce, mam wegańskie produkty, mam gotowce od mamy, makarony... tak długo, jak tylko mogę, nie wydaję żadnej kasy na jedzenie. Muszę to zużyć i dopiero coś kupię. Co nie oznacza, że zamierzam dużo jeść... Jak najmniej. Jak zemdleję, to nic. Ma być jak najmniej.
Coraz częściej myślę o rzuceniu szkoły po osiemnastce, podjęciu pracy i zaocznym liceum. Ale z drugiej szkoły... nie po to dostałam się do "prestiżowej" placówki, żeby jej teraz nie ukończyć, nie? Meh. Sama nie wiem, co ze sobą zrobić. Z jednej strony ten cichy głosik w mojej głowie, który mówi, że już wkrótce to wszystko się skończyć. A z drugiej głos, który przekonuje mnie, że dam sobie radę i muszę walczyć. Kto wygra? Nie wiem. Nie wiem czy chcę wiedzieć. Na tę chwilę walczę. Nie chcę się poddać. Jeszcze nie.
Jutro wracam do normalnego życia. Dam radę.

2 komentarze:

  1. z mojego doswiadczenia zyciowego lepiej zrobic sobie jakies studium szybki zawod szybka praca a na studia zawsze mozna jeszcze pojsc ;) poza tym nie raz firma placi za studia jak pracownik sie spisuje ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. To dobrze, ze walczysz. To znaczy, ze masz nadzieję.
    Trzymaj się! ;3

    OdpowiedzUsuń

.
.
.
.
.
.
template by oreuis